Szelest skrzydeł


Przyjaźń potrafi zabierać wszystko

Wchodząc, leniwie po schodach czułam, że wcześniejsza odwaga zaczyna mnie opuszczać. Z jednej strony nie mogłam się doczekać, aż przekroczę próg i zrzucę z siebie wszystko, to o czym ostatnio myślałam. Jednak z drugiej strony paraliżował mnie strach. Uczucie, którego do tej pory starałam się do siebie nie dopuszczać. Przed drzwiami wzięłam głęboki oddech i delikatnie otworzyłam drzwi.

***

Mówią, że przyjaciół poznaje się w biedzie. Jednak takiej przyjaźni niedane mi było zaznać. Moja przyjaźń zabrała mi wszystko, a na końcu zdeptała ostatki mojej rodziny.

Weszłam do sypialni. Nie trzeba długo tłumaczyć, co zastałam. Podobno wiele dzielimy z naszymi przyjaciółmi, ja z moją przyjaciółką nawet męża. Nie było krzyków, awantur rozstaliśmy się w dość elegancki sposób. Wyprowadził się do niej. Dziwne, ale zamiast złości czuję ulgę. Wyręczył mnie. Już z niczego nie muszę się tłumaczyć. Sąd jego obarczy winą, wiem to z doświadczenia, zajmuję się rozwodami od ładnych paru lat. U innych wygląda to dużo prościej. U mnie nic nie może być proste, przecież mogła to być każda inna kobieta.

Jeśli chodzi o mnie, należy zabrać mi wszystko. Ostatni haczyk, dzięki któremu żyję. Gdyby wydarzyło się to kilka miesięcy temu, leżałabym teraz zakopana w stercie chusteczek higienicznych i rozmazanym makijażu, ale nie teraz. Mam Anioła. Moją przystań. Spokój. Bezpieczeństwo.

To śmieszne. Zostałam sama. Po raz kolejny. Pusta sypialnia. Puste łóżko. I mój syn. Moja rzeczywistość. Usiadłam w fotelu z kubkiem herbaty. Cisza. To mój nowy przyjaciel, który kiedyś mnie zdradzi. Widocznie nie umiałam być dla niego tą jedyną. Nie ma potrzeby walczyć dla siebie. Dla dziecka. Jest między nami łącznikiem. Zawsze tak będzie. To moje małe wspomnienie, dzięki któremu przetrwam złe chwile. Dzięki niemu moje życie nie będzie puste. A ona musi żyć z tym piętnem. Czy umiem wybaczyć? Nie wiem. Spiszę wszystkie za i przeciw.


Delikatnie zamknęłam za tobą drzwi.

Uczucia schowałam pod dywan.

Wybacz, że nie umiem wspiąć się na szczyt, gdzie świat jaśnieje.

Chowam się za małymi rzeczami, moje cierpienie słania się po kątach.

Wybacz, nie umiem wyprać swoich wspomnień i powiesić ich na sznurku, aby wyblakły na słońcu.

Będę je pielęgnować, aby ich nie stracić, to one nadają sens mojemu cierpieniu.

Wybacz, że nie umiem zapomnieć naszego obrazu.

On trwa przy mnie bym nie zapomniałam, że żyję, że to nie sen.

Wybacz , że się nie uśmiecham gdy odjechałeś w swoja samotnię.

Oddaję ci ją po latach, już nie jest mi potrzebna.

Wybacz, ale jestem już inna, nietrwała i przeminęłam.

Wybacz, ale będę walczyć z całych sił o moje małe ideały.


– Wybaczenie przychodzi samo. – Usłyszałam głośne trzepotanie skrzydeł.

– Pewnie powiesz, że sama sobie na to zasłużyłam.

– Och.  – Od silnego podmuchu zatrząsnął się abażur mojej nocnej lampki.

– Przepraszam. – poczułam wyrzuty sumienia, że go zbyt pochopnie oceniam.

– Ciii… – uspokoił mnie. Oparłam plecy o oparcie krzesła i wzięłam trzy głębokie wdechy.

Zapowiadała się długa noc.

Rozdział VIII – We własnym cieniu

Od autora

Opowiadanie jest dostępne za darmo i nie pobieram za nie żadnych opłat w związku z tym proszę o nie kopiowanie i nie rozpowszechnianie bez wiedzy autora. W razie jakichkolwiek pytań zapraszam do kontaktu.