Szelest skrzydeł


Uwięziona

 

Zdarzają się dni, gdy budzę się o świcie spocona. To skutek dręczących mnie wyrzutów sumienia. Mam nieodparte wrażenie, że coś przede mną ucieka, zbliżam się do celu, a on stale się oddala. Każdy dzień spędzony w tym związku jest stracony. Czuję się, jakby mi ktoś zawiązał pętlę na szyi. Z jednej strony wiem, że powinnam zostać ze względu na rodzinę, a z drugiej czy moja rodzina będzie szczęśliwa, gdy my oboje jesteśmy nieszczęśliwi?

Bezsilność tak mnie paraliżuje, że nie jestem w stanie wykrzesać z siebie odrobiny entuzjazmu. Nigdy taka nie byłam, nigdy się nie poddawałam. Czyżbym nie wypełniała wskazówek mojego Anioła? Mój mąż również nie pała zachwytem do spędzania czasu w domu, woli zamknąć się w biurze lub spędzać czas w innych miejscach. Tyle złych uczuć, tyle złych emocji, tyle żalu, że już nawet nie pamiętam, dlaczego chcieliśmy być razem. Najchętniej te wszystkie wątłe wspomnienia z przeszłości zakopałabym w ogródku.

***

Jedyne pocieszenie przynosiło mi pisanie pamiętnika, może dlatego, że zawsze wtedy słyszałam jego kojący głos i czułam się bezpieczna. Miałam wrażenie, że nasze spotkania są zamknięte w bańce mydlanej, do której nikt nie ma dostępu. Ta bańka znika za każdym razem, gdy odlatuje. Złe emocje opadają, tak jakby na czas naszych rozmów zamykał je w klatce i wypuszczał dopiero po zakończeniu rozmowy.

Zapisałam kolejną stronę pamiętnika w nadziei, że mój Anioł pomoże mi uporać się z demonami dręczącymi moją duszę.


Zwiodło mnie twoje ukradkowe spojrzenie, powierzyłam ci swoje marzenia, te najskrytsze schowane pod poduszką, marzenia małej dziewczynki. Zdeptałeś je kilkoma słowami. Nie umiem wybaczyć, w twoich oczach już nie ma tego blasku, który mnie urzekł. Choć raz dotrzymam słowa danego samej sobie – takie małe marzenie, aby żyć w zgodzie ze sobą. To ciężka droga, ale na jej końcu być może czeka spełnienie.


– Dlaczego nie chcesz dać mu drugiej szansy? – poczułam ciepłe smaganie wiatru na policzku.

– To byłaby kolejna szansa. – odparłam.

– Może powinnaś bardziej skupić się na tym co masz w sercu, a na pewno znajdziesz tam miłość, którą darzyłaś go przed laty.

– Nie mówię, że go kocham, ale czuje się zawiedziona, oszukana. – po policzku spłynęła mi łza.

– Nie powinnaś żyć w takim smutku. Dawno nie widziałem cię uśmiechniętej.

– Och … – zaskoczył mnie. – … sama już nie pamiętam.

– Twoje obecne życie wygląda jak plątanina nici. – zawirował wiatr. – Uparcie szukasz w nim tego czego on nie ma. Musisz zapomnieć o tych ideałach, które przez lata tworzyłaś zamiast żyć tu i teraz. To była iluzja.

– To okropne. – Westchnęłam. – Nawet nie zdawałam sobie sprawy jak głębokie są nasze problemy.

– Nie powinnaś się poddawać. Nie jesteś słaba. – poczułam jak wiatr delikatnie rozwiewa kosmki moich włosów i delikatnie się uśmiechnęłam.

– Czasami nie widzę sensu walczyć o wspólną przyszłość.

– Jesteś silna, mądra i kochasz swoją rodzinę, a to ma olbrzymi sens.

– Tylko gdzie szukać początku? – spytałam zrezygnowana.

– Uwierz w siebie, tylko wiara pozwoli ci odzyskać to co tracisz każdego dnia.

– Chciałabym, aby pomógł mi rozplątać te splątane nici. – w moim głosie dało się wyczuć drżenie.

– Powinnaś odnaleźć miłość, którą go obdarzyłaś. – szepnął.

– Nic innego nie robię tyko próbuję na tą całą sytuację spojrzeć łaskawszym okiem. Kiedy jest w pobliżu mam wrażenie, że się duszę. Każdego dnia wstając z łóżka, robiąc śniadanie i starając się nie wybuchnąć gniewem zbieram resztki naszego wspólnego życia, ale on mi tego nie ułatwia. Kiedy wychodzi z domu mam wrażenie, że ciężar spada z moich barków. – emocje zaczynały brać górę nad rozsądkiem i mój głos stawał się wyższy o oktawę.

– Nie możesz postrzegać waszego życia jako problemu.

– To nie problem, to rzeczywistość. – odparłam.

– Ale tylko od ciebie zależy jak ta rzeczywistość będzie wyglądać. To ty kształtujesz swoją przyszłość, nikt tego za ciebie nie zrobi.

– Może gdybyś pojawił się wcześniej udałoby się jeszcze uratować moje małżeństwo. Po tylu latach obojętności wobec siebie ratowanie tego wszystkiego nie ma najmniejszego sensu. Nie widzę już naszej wspólnej przyszłości. Moja i jego droga już się skończyła, teraz przyszła pora tylko elegancko się pożegnać.

– Nie mogę cię prowadzić przez życie za rękę. Miałaś sporo czasu między naszymi spotkaniami, aby naprawić to co nie działa w waszym związku. – jego słowa były bolesne.

– Nie mogę z nim być tylko dlatego, że Ty tego chcesz. Prowadzisz jakieś statystyki uratowanych, beznadziejnych małżeństw? – wstałam z krzesła i zaczęłam nerwowo chodzić po pokoju. – Jesteś moim Aniołem, myślałam, że jesteś tutaj żeby mi pomóc, nauczyć mnie jak być szczęśliwą. – po moim policzku spłyną strumień łez.

– Nigdy ci nie obiecywałem, że nauczę cię jak być szczęśliwą. – wziął głęboki oddech. – Z tego co się kiedyś nauczyłem, szczęście to pojęcie względne i uzależnione od punktu widzenia.

– Już gdzieś to słyszałam. – nie wierzyłam, że zaczyna mówić takie banały.

– Spójrz na swoje życie z innej strony. – ponownie wziął głęboki oddech. – Spróbuj wyjść ze swojej roli, stań się narratorem własnego życia.

***

Spojrzałam przed siebie, wyobrażając sobie, że tam stoi. Zawsze próbowałam go zlokalizować na podstawie głosu. Nie wiedziałam, jak mam opisać swoje życie, wydawało mi się to mało racjonalne, ale w przypadku mojego Anioła to akurat wydawało się normalne. Poddałam się zupełnie jego prośbą.

– Opisz swoje życie takim jakie jest, a nie takim jak je odczuwasz. – kontynuował. – Nie mieszaj swoich uczuć, ponieważ zniekształcą obraz.

– Dobrze. – odpowiedziałam niepewnie i zamknęłam oczy. Wzięłam trzy głębokie oddechy, aby nieco się uspokoić. Pomyślałam o ostatnich miesiącach.

– Co widzisz? – szepnął gdzieś z tyłu za mną.

– Hmm … – przerwałam na chwilę. – … nie wiem czy powinnam o tym mówić.

– Brak szczerości oznacza, że cały eksperyment nie ma sensu.

Wyraziłam sobie, jak patrzy na mnie zachęcająco. Starałam się wykrzesać z siebie odrobinę zaangażowania. Nie wiedziałam, jak opisać obraz, który widzę, ale proste słowa prowadzą do prostych rozwiązań.

– Ból. – odparłam cicho. – Kobieta, którą widzę cierpi, ma smutne oczy i zrezygnowany wyraz twarzy.

– Jak myślisz, dlaczego tak wygląda? – szepnął.

– Nie potrafi sobie poradzić z tym, co ją dręczy. Sprawia wrażenie jakby skrywała tajemnicę. Ma do niego pretensje, że nie widzi w jakim jest stanie.

– Ukrywa się przed nim?

– Nie, tylko… – urwałam, ponieważ nie wiedziałam dlaczego tak się dzieje. – To bardzo dziwne. Ona go kocha, ale nie potrafi mu powiedzieć, czego od niego oczekuje. – westchnęłam zrezygnowana.

– A jaki jest on? – zapytał delikatnie.

– Zagubiony. – na policzku poczułam kolejne spływające łzy. – Zachowuje się tak, jakby nie wiedział, co ma zrobić z tą całą sytuacją.

– Teraz wiesz, co powinnaś zrobić. – odparł cicho.

– Ech …

– Możesz jeszcze wszystko naprawić.

– Czasu nie cofnę. – stwierdziłam.

– Nie. Czasu nie cofniesz, ale możesz naprawić to, co może was jeszcze uratować, to co może uratować ciebie.

– Muszę to sobie wszystko uporządkować. Może powinnam wyjechać na jakiś czas, spojrzeć na tą całą sytuację z innej perspektywy. Pooddycham świeżym powietrzem, oczyszczę myśli i emocje, może wtedy będę umiała cofnąć czas.

– Ucieczka nie jest dobrym sposobem na rozwiązywanie problemów.

– Poczułam jak chłodny powiew rozwiewa moje włosy, dobrze wiedziałam, co to oznacza.

– Wiem, że niektóre moje pomysły mijają się z twoimi, ale w końcu to ja mam wszystko naprawić. – uspokoiłam swój głos. – Przepraszam, jeśli cię zawiodłam.

– Spróbuj sobie przypomnieć siebie sprzed lat, powód dla, którego zdecydowaliście się iść razem przez życie. – wiatr znowu zawirował. – Postaraj się być bohaterem swojej historii, a nie ofiarą.

Jego słowa były jak brzytwa. Gdzieś w głębi serca poczułam się zraniona, ale wiedziałam, że ma rację. Nie wiedziałam, co mu powiedzieć więc dalej słuchałam jego słów.

– Opisałaś ofiarę, którą stałaś się w momencie, gdy przestałaś walczyć. Wolałaś ukryć swoje uczucia i obojętnie przechodzić obok każdego ulatującego dnia. Pamiętaj te dni już nigdy nie powrócą, już nie będziesz miała szansy ich przeżyć ponownie. Wybrałaś obojętność, aby nie cierpieć. Kiedyś już ci mówiłem, że cierpienie nadaje sens życiu.

– Tak przypominam sobie. – odpowiedziałam pokornie.

– To dlaczego nie podejmujesz próby ratowania miłości? Pamiętaj, że jeśli raz ją stracisz, to już jej nie odzyskasz. – jego słowa brzmiały jak ostrzeżenie.

– Ale … – chciałam odeprzeć jego argumenty. Przerwał mi.

– To kolejny przystanek. Masz czas, aby wszystko przemyśleć i naprawić to co przestało działać. Teraz masz szansę dla siebie.

***

Miałam wrażenie, że położył swoją dłoń na moim ramieniu. Zaczęłam się zastanawiać, jak on wygląda, czy posiada materialne ciało. Może kiedyś z nim porozmawiam o tym, czy mogę go ujrzeć. Usłyszałam szelest skrzydeł i poczułam powiew wiatru. Odleciał, a moje serce zalał smutek. Wiem, że powinnam starać się z całych sił zrobić coś dobrego, aby znowu mieć możliwość porozmawiania z nim. Tak bardzo pragnęłam, aby częściej ze mną rozmawiał, aby był przy mnie.

Rozdział V – Ucieczka

Opowiadanie jest dostępne za darmo i nie pobieram za nie żadnych opłat w związku z tym proszę o nie kopiowanie i nie rozpowszechnianie bez wiedzy autora. W razie jakichkolwiek pytań zapraszam do kontaktu.