Szelest skrzydeł


Droga

 

Przez kilka kolejnych dni słyszałam, jak mój Anioł Stróż przybywał na ziemię, ale nie rozmawiał ze mną. Pozwalał jedynie, abym słyszała szelest jego skrzydeł, kiedy parzyłam o poranku kawę czy gdy otwierałam drzwi do kancelarii. Jednak żadne z nas nie nabrało odwagi, aby ponownie nawiązać rozmowę. A może tak naprawdę to ja bałam się do niego odezwać … Czułam się urażona i źle oceniona po poprzedniej rozmowie, jednak zdawałam sobie sprawę, że tak naprawdę spotkało mnie coś niezwykłego, można by powiedzieć, że magicznego. To zaszczyt móc porozmawiać z własnym Aniołem Stróżem. Stale męczyło mnie pytanie, dlaczego pozwala mi siebie słyszeć? Czyżby to była kara? Wie, jak bardzo jestem ciekawska, zazwyczaj nie odpuszczam, gdy zainteresuje mnie dany temat. Zna mnie, w końcu jest przy mnie od dzieciństwa.

To z czym walczę od bardzo dawna to presja, jaką potrafię wywierać na drugą osobę, aby uzyskać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Zawsze potrafiłam wyciągać z ludzi nawet najbardziej skrywane tajemnice. Moja rodzina zawsze wiedziała, że ukrywanie przede mną czegokolwiek nie ma sensu, bo prędzej, czy później i tak się wszystkiego dowiem. Nieustannie przeczuwam, czy ktoś ma przede mną tajemnice czy jest szczery. Mój Anioł Stróż również miał tajemnicę, której przez przypadek stałam się częścią.

Dzień robił się coraz krótszy i coraz szybciej przemijał. Za każdym razem, kiedy słyszałam jego szelest, pragnęłam z nim porozmawiać. Ze zniecierpliwieniem oczekiwałam na jakikolwiek znak, że możemy znowu porozmawiać. Miałam mu do zadania tyle pytań, tyle odpowiedzi chciałam uzyskać. Jednak to nie był ktoś, na kim mogłam stosować swoje prawnicze sztuczki.

***

Pewnego wieczoru mąż z synem wybrali się na film animowany do kina, postanowiłam się odprężyć. Zapaliłam kilka świec, włączyłam muzykę relaksującą i usiadłam wygodnie w ulubionym fotelu z książką w rękach. Nie miałam zamiaru jej czytać, po cichu liczyłam, że uda mi się z nim porozmawiać. Po chwili świece zaczęły gasnąć jedna po drugiej. Postanowiłam, że nie odpuszczę tak szybko i zapaliłam je ponownie, ale kiedy odłożyłam zapalniczkę świece ponowieni zgasły. Uznałam, że jest to zgoda na nawiązanie rozmowy. Nic tak nie dodaje mi odwagi, jak małe przepychanki.

– Czy teraz będziemy bawić się w kotka i myszkę? – gdy słowa wyszły z moich ust, zrozumiałam, że to nie były odpowiednio dobrane słowa.

Poczułam, że kolejny raz zmarnowałam swoją szansę. Czułam, jak moje serce zalewa smutek, a łzy cisną się do moich oczu. Wiem, że oczekiwał ode mnie czegoś innego, sama od siebie też wymagam znacznie więcej.

Mijały kolejne mgliste jesienne dni. Za oknem pachniało zgniłymi liśćmi i zimnym deszczem. Prosto po pracy wracałam do domu. Wszystkie obowiązki zarówno zawodowe czy prywatne wykonywałam mechanicznie, w nic nie wkładałam serca jak dawniej. Tak niewiele rzeczy mnie cieszyło, może poza sukcesami mojego syna. Wieczorami siadywałam w kuchni przy oknie, wpatrywałam się, jak krople deszczu spływają po szybie, w ciszy liczyłam, że usłyszę szelest jego skrzydeł. Jednak cisza stawała się coraz bardziej bolesna.

Niekiedy słyszałam szelest w oddali i trzy razy oglądałam się za siebie, ale nie wiedziałam, czy to moja wyobraźnia przypadkiem nie płata mi figla. Tak bardzo chciałam go usłyszeć, że mogłam sama wyobrażać sobie, że coś słyszę. A może naprawdę go tylko wymyśliłam?

***

Powoli kończył się listopad, już niektóre sklepy dekorowano świątecznymi ozdobami. Kiedyś lubiłam spacerować po mieście w blasku świątecznych światełek, ale tak niewiele rzeczy potrafiło mnie ucieszyć. Kiedy zobaczyłam, jak szybko pędzi czas, a ja nadal stoję w miejscu i na niego czekam, stwierdziłam, że muszę wziąć się w garść, jeśli nie dla siebie to dla swojej rodziny. Wróciłam do domu, który okazał się ciemny i pusty, nieco się zdziwiłam, w tym tygodniu był dyżur męża na odbieranie syna ze szkoły. Próbowałam się do niego dodzwonić. Zaparzyłam herbatę i próbowałam się skupić na notatkach, które przyniosłam z pracy. Po paru minutach mąż oddzwonił, oznajmił bez emocji, że wyjechał na szkolenie, o którym zapomniał mnie poinformować, a syn jest u moich rodziców. Nawet nie pamiętałam, że o weekendzie Franka u dziadków, który uzgodniliśmy już jakiś czas temu.

Rozmowa z mężem w ostatnim czasie nie należała do najprzyjemniejszych. Z reguły wymienialiśmy się uprzejmymi zwrotami i tyle, żadnych deklaracji, miłych słów, nic nie dawało mi nadziei. Kilkuminutową rozmowę zakończył do zobaczenia w sobotę, nic więcej … ale tak naprawdę nie to mnie zmartwiło. Najbardziej przestraszyłam się obojętności, jaką zaczęłam go obdarzać.

Postanowiłam, że chwilę samotności wykorzystam na mały relaks dla siebie, miałam już dość siedzenia i czekania, aż łaskawie mój Anioł Stróż się do mnie odezwie. Wzięłam ciepłą kąpiel i postanowiłam, że obejrzę jakiś niewymagający film. Jednak kiedy przyszłam do sypialni, nie miałam ochoty oglądać żadnego filmu, usiadłam do biurka i spojrzałam na stos dokumentów przyniesionych z pracy, odepchnęłam je wierzchem dłoni poza zasięg moich oczu. Wzięłam czystą kartkę papieru i chciałam ujarzmić swoje myśli.


Wytańczyłam, wyśniłam Ciebie…

Gdzieś tam, nawet nie pamiętam gdzie, ale byłam szczęśliwa.

Teraz chodź usiądź obok mnie i podziwiaj jak nasza miłość się skończyła.


Jego odpowiedź była natychmiastowa, pomimo iż nie usłyszałam, aby przyleciał.

– Nie pojmuję twoich słów, przecież nadal go kochasz. – usłyszałam melodyjny szept obok siebie.

– Nie słyszałam, jak przyleciałeś. – odparłam lekko zdziwiona.

– Byłem tutaj cały dzień. – teraz szept pochodził jakby zza moich pleców.

– Dziwnie się z tą wiedzą czuję. – odparłam. Poczułam, jak moje policzki zaczynają nabierać purpurowej barwy.

– Bo o tym wiesz. – odrzekł.

– Od dawna przy mnie jesteś? – spytałam.

– Odkąd masz problemy. – poczułam muśnięcie ciepłego powiewu na prawym policzku.

– To mam problemy? – spytałam zdziwiona.

– Tak, ale ich nie zauważasz.

– Możesz mi powiedzieć, jakie to są problemy? – zaczynałam mieć niespokojne przeczucie, że to coś znacznie większego niż sobie wyobrażam.

– Przeczytaj ostatnią strofę, którą napisałaś. – poprosił.

– Teraz chodź, usiądź koło mnie i podziwiaj, jak nasza miłość się skończyła. – nadal nie rozumiałam jego aluzji. – Nie rozumiem, przecież to są tylko słowa na kartce papier.

– Już o tym rozmawialiśmy. – jego szept stawał się coraz głośniejszy. – Słowa nie są zabawką w waszych ustach. Słowami rani się najbliższych.

– Dobrze, nie wracajmy już do tego. – nie chciałam zmarnować kolejnej szansy.

– Miłość nie może się tak po prostu skończyć. – kontynuował.

– Wydaje mi się, że może się skończyć, skoro miała swój początek.

– Miłość to najpiękniejszy dar, jaki otrzymaliście. Dar, który ty codziennie niszczysz. Nie szanujesz miłości. – jego szept wydawał się nabierać zrezygnowanej barwy.

– Nie rozumiem, dlaczego to ja mam ponosić pełną odpowiedzialność za sytuację w moim małżeństwie. W końcu to on wyjechał na cały weekend i zapomniał mnie o tym poinformować. – czułam, że emocje zaczynają brać górę nad rozsądkiem.

– Zastanawiałaś się nad tym, gdzie ty byłaś, kiedy pakował walizkę? Kiedy planował wyjazd?

– Nie mogę wszystkiego kontrolować, w końcu ja też pracuję. – wiem, że zabrzmiało to, jak wyrzut.

– Nikt w tym związku nie jest bez winy. – poczułam coraz silniejsze podmuchy ciepłego wiatru. – Zapomnieliście o sile, jaką dają wspólne rozmowy, wspólne rozwiązywanie problemów.

– Nie widzę powodu, dla którego miałabym do niego wyciągać rękę. Nie raz próbowałam rozmawiać, ale on jest wiecznie zapracowany. Nie zamierzam być odpowiedzialna za wszystko, co złe w tym związku. – odparłam z impetem.

– Wydaje mi się, że mu na to pozwoliłaś.

– Twoim zadaniem jest mnie obwiniać? – poniosły mnie emocje, a usta są znacznie szybsze niż logika.

– Nie. – szepnął. – Nawet nie powinienem z Tobą rozmawiać.

– To dlaczego to robisz? – spytałam nieśmiało. – Czy coś mi grozi?

– Nie. – zaśmiał się, pierwszy raz usłyszałam jego śmiech. – Jednak radziłbym nie opowiadać nikomu o naszych rozmowach. Ostatecznie nie sądzę, aby ci ktoś w to uwierzył, ale ostrożności nigdy za wiele.

– I tak nie zamierzałam.

– Nie kłam. – odparł, znowu się śmiejąc. – Kiedy kłamiesz, Twoja dusz robi się ciemniejsza. Zawsze wiem, kiedy kłamiesz.

– Rozmowy z Tobą są dla mnie zbyt wartościowe, aby zdradzać je komuś mniej wartościowemu.

– Twoja rodzina powinna być dla Ciebie wartościowa. – ponownie poczułam powiew wiatru, tym razem był znacznie chłodniejszy.

– Czuję się rozdarta. – w moim głosie dało się wyczuć niepewność.

– Jedyną odpowiednią drogą jest słuchanie swojego serca, ale również osób, które Cię otaczają. Nawet nie wiesz, ile pięknych słów nie usłyszałaś bo byłaś zbyt dumna, zbyt pewna siebie.

– Zawsze go słucham … kiedyś go słuchałam. – odparłam smutno.

 – Nie, nie słuchasz, a jeśli nawet to tylko tego, co ci w danej chwili odpowiada.

– Nie rozumiem.

– Kiedy ostatnio rozmawialiście o waszych relacjach. O waszej rodzinie?

– Nie mamy na to czasu. Chyba jesteśmy za bardzo zapracowani. – tym razem nie kłamałam.

– I na tym polega cały wasz problem. Brak czasu nie może być wymówką. Musisz pozwolić mu, aby do ciebie mówił. Nawet jeśli jego słowa są dla ciebie bolesne. Niektóre słowa muszą boleć, aby nadać sens życiu.

– Czy on będzie słuchał również mnie. – nie rozumiałam, dlaczego cała nasza rozmowa skupia się wokół mojego męża.

– Daj mu przykład. Kiedyś tak wielu rzeczy potrafiłaś go nauczyć. – ponownie poczułam delikatne muśnięcie powietrza na swoim policzku.

-Najbardziej pragnę tego, aby mnie rozumiał. – szepnęłam.

– Nie mówimy teraz o tym, czego pragniesz, ale o tym, co powinnaś zrobić, aby naprawić wasze relacje. Wiesz, jak nazywa się twoja postawa?

– Egoizm. – odparłam jednym tchem.

– To będzie długa droga. Mam nadzieję, że na jej końcu coś na nas czeka.

Już nie zdążyłam mu odpowiedzieć, ponieważ usłyszałam, jak odlatuje.

Rozdział III – Na rozstaju dróg

Od Autora

Opowiadanie jest dostępne za darmo i nie pobieram za nie żadnych opłat w związku z tym proszę o nie kopiowanie i nie rozpowszechnianie bez wiedzy autora. W razie jakichkolwiek pytań zapraszam do kontaktu.