Szelest skrzydeł


 

Prolog



,,Aniele, Stróżu mój,
Ty zawsze przy mnie stój;
Rano, w wieczór, we dnie, w nocy,

Bądź mi zawsze ku pomocy.”
słowa modlitwy


Podczas jednego z wykładów o pozytywnym myśleniu wykładowca zaproponował, abyśmy przez chwilę wsłuchali się w ciszę. Na początku pomysł ten wydawał mi się irracjonalny, aula po brzegi wypełniona ludźmi, którzy stale coś do siebie szepczą, a my mamy się wsłuchać w ciszę. Lubię wyzwania i tym razem postanowiłam nie poddawać się z powodu trzystu osób w jednym miejscu. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech.

Przez chwilę całą salę wypełniały szmery szeptów, suwania krzesełek i wzdychania. Jednak po chwili nastała całkowita, zadziwiająca cisza. Trwałam w bezruchu, aby utrzymać się w tym miłym letargu, po chwili usłyszałam dźwięk. Nie był to dźwięk podobny do żadnych innych. Przypominał lekkie trzepotanie, ale był znacznie bardziej subtelny. To tak jakby ten dźwięk spowolnić i dodać mu odrobinę lekkiej melodii. Po krótkiej chwili poczułam, że mój policzek smaga delikatny wietrzyk.

Ocknęłam się. Niestety wykładowca kontynuował swój wykład. Wstałam i wyszłam z sali. Wieczorem pozamykałam wszystkie okna, aby nie zostać zmyloną przez jesienne podmuchy wiatru. Zamknęłam oczy i wzięłam głęboki oddech. Po chwili usłyszałam i już wiedziałam, to szelest skrzydeł.

 

Słowa

 

Nie wiem, jakie są anioły z Kabały czy też z Biblii. Nigdy wcześniej o nich nie czytałam. Opowiem Wam o moim Aniele – przyjacielu, towarzyszu dnia codziennego, ale także moim bezkompromisowym krytyku.

Gdybym miała opisać uczucia, jakie mną targały tamtego wieczoru, nazwałabym je jednym słowem – strach.
To takie łatwe słowo do zdefiniowania, ale to nie był taki strach, jaki czujemy idąc ciemną uliczką. To nie strach, który zalewa nas, gdy zagraża niebezpieczeństwo naszej rodzinie. To strach, który dotyczy bardziej intymnej sfery naszego życia, strach o nas samych, o to, dlaczego akurat my słyszymy szelest skrzydeł anioła.

Przez pewien czas bałam się nawiązać z nim jakikolwiek kontakt. Irracjonalnie przestałam zapalać świece, których blask tak bardzo lubiłam. Zapewne zastanawiacie się, dlaczego akurat świecie? To proste, aby nie zobaczyć jego cienia. Wiem, że może się to wydawać śmieszne, ale jako mała dziewczynka słuchałam historii, w których mówiono, że w blasku świecy można ujrzeć cień swojego Anioła Stróża.

Jego szelest był moją tajemnicą, sekretem, który ukrywałam przed resztą świata. Poza tym i tak nikt by mi nie uwierzył, że słyszę szelest skrzydeł anioła. A może tak naprawdę sama w to do końca nie wierzyłam. Poza szelestem nie nawiązywał ze mną żadnych innych interakcji. Wyglądało na to, że nie ma ochoty podejmować ze mną rozmowy, a może nie wiedział, że go słyszę.

Za każdym razem, gdy go słyszałam, paraliżował mnie strach, że może się odezwie lub zrobi jakiś ruch. Sama również nie miałam na tyle odwagi, aby wykonać w jego kierunku pierwszy krok. Zmieniłam za to domowe zwyczaje. Poprosiłam męża, aby wcześniej wracał z pracy, abym jak najmniej czasu spędzała w domu sama. Na szczęście jesień była ciepła i z synem do zmierzchu przebywaliśmy na świeżym powietrzu, a kiedy wracaliśmy do domu, to zjadaliśmy kolację i zmęczeni kładliśmy się spać.

Sen to była swojego rodzaju ucieczka przed tym, co mogę usłyszeć, przed tym, czego nie umiałam logicznie wytłumaczyć. Bałam się tak naprawdę spojrzeć sobie w oczy i przyznać się do tego, co tak naprawdę zaczyna się dziać w moim życiu.

***

Jesienne wieczory stawały się coraz dłuższe. Syn zmęczony szkolnymi obowiązkami szybko zasypiał, mąż znowu zaczął późno wracać do domu, a ja włączałam cicho muzykę, aby nie zagłuszyć szelestu. Tak mijały kolejne dni.

Gdzieś podświadomie liczyłam, że w końcu nawiąże ze mną kontakt. Jego milczenie było coraz bardziej przygnębiające, a może tak działała na mnie jesienna chandra … każdego wieczoru czułam się coraz bardziej wycieńczona. Każdego ranka obiecywałam sobie, że dzisiaj zrobię coś innego, że nie będę siedzieć do późna i czekać na jego ruch. Jednak poranne postanowienia nie były takie łatwe w zrealizowaniu.

I tak dzień za dniem. Świat przestawił zegary na czas zimowy, a ja coraz bardziej oddalałam się od rzeczywistości, pogrążałam się we własnym smutku. Po kilku dniach znalazłam ziarenko motywacji i zamiast leżeć skulona pod kocem i czekać na powrót męża usiadłam do biurka i zaczęłam spisywać swoje myśli. Nie miałam zamiaru pisać pamiętnika, moje życie nie było na tyle pasjonujące, aby się nim dzielić z kimkolwiek, jednak chciałam uporządkować własne emocje i myśli.


Nie wypowiadaj słów, które nie płyną z Twojego serca. Wszystkie inne są puste … pozbawione uczuć. Nie potrafię ich okiełznać, są jak stado dzikich koni. Nie powstrzymam ich sama, one tworzą się mechanicznie, z czystej złości. Dotknij mnie może poczujesz jak drżę z bezsilności. Mówiłam tak wiele, ale ty nie chciałeś słuchać, teraz nie mam siły ich powielać. Milczę, ponieważ tak łatwiej z tym żyć.


Kiedy zamknęłam notes, płyta w odtwarzaczu się zacięła i zaczęła przeraźliwie piszczeć. Próbowałam ją wyłączyć, ale poskutkowało jedynie wyłączenie odtwarzacza z prądu. Wszystkie okna w domu były zamknięte, ponieważ za oknem padał deszcz. Poczułam, jak moją twarz delikatnie smaga wietrzyk, który mogłabym porównać do majowych podmuchów wiosny. Pomimo ciepłego podmuchu po całym ciele przeszył mnie dreszcz. Po chwili usłyszałam, jak silniejszy podmuch wiatru uderza w roletę antywłamaniową na tarasie. Jedyna myśl, jaka przemknęła mi przez głowę to ,,co ja mam teraz zrobić?”. Czy się bałam? Chyba tak … chyba każdy na moim miejscu by się bał.

Usłyszałam za plecami trzepot skrzydeł i natychmiast odwróciłam się w tym kierunku. Odpowiedź przyszła natychmiast. Jednak to nie były moje słowa.
– Nie oceniaj go tak surowo. – nie umiałam zdefiniować melodyjności dźwięku, który do mnie docierał. To tak jakby ktoś do nas mówił podczas silnego wiatru, a docierają do nas osłabione dźwięki.
– To tylko puste słowa zapisane na kartce papieru. – odpowiedziałam łamiącym się głosem.
– Słowa nigdy nie są puste. – wyraźnie wyczułam, że jest rozgniewany. – Słowa mają moc, którą wy ludzie nie pojmujecie.
– Przepraszam. – wyjąkałam z poczuciem winy.
– To nie jest kwestia przepraszania. Tyle między wami złych emocji. – westchnął. – Słowa wypowiedziane z taką mocą mogą przynieść nieszczęście. Zło zawsze wraca do nas ze zdwojoną mocą, ma nad nami przewagę.
– On i tak nigdy nie rozumie co czuję. Nigdy nie chce mnie słuchać. – odparłam zrezygnowana.
– Słucha, ale nie wszystko jest dla niego jednoznaczne, tak jak dla ciebie. Potrzebuje prostego przekazu, a nie zawiłych metafor przekazywanych w rozdrażnieniu. Twoje słowa są trudne i ranią.
– Moje słowa go ranią.? A co ze mną, z moimi uczuciami? – poczułam jak narasta we mnie złość.

Nic więcej nie odpowiedział, znowu poczułam ciepły podmuch wiatru na policzku i usłyszałam znacznie wyraźniej niż wcześniej szelest jego skrzydeł. Poczułam się winna. Zmarnowałam być może swoją jedyną szansę na porozmawianie z własnym Aniołem Stróżem. Jednak sprawił mi przykrość, nie tego od niego oczekiwałam. Wolałabym się dowiedzieć, jaki jest cel jego wizyty, niż rozkładać na czynniki pierwsze moje emocje. Niestety nie udało mi się stworzyć między nami nici porozumienia. Nadal nie wiedziałam, w jakim celu mnie odwiedza. Czy jeszcze kiedyś usłyszę, chociaż szelest jego skrzydeł?

Rozdział II – Droga

Od autora

Opowiadanie jest dostępne za darmo i nie pobieram za nie żadnych opłat w związku z tym proszę o nie kopiowanie i nie rozpowszechnianie bez wiedzy autora. W razie jakichkolwiek pytań zapraszam do kontaktu.