Szelest skrzydeł


Nowe skrzydła

Pewnie  zastanawiacie  się,  co  się  działo  przez  ostatnie  kilka tygodni.  Nie  trudno  odgadnąć. Czekałam. Już nie czekam. Jestem tylko człowiekiem i zdałam sobie sprawę, że tam nie postrzega  się czasu w tak racjonalny sposób, jak na ziemi. Przez ten czas uświadomiłam sobie, że samotność  może być szczęśliwa. To jak czekanie na przyjaciela, który wypłynął w morze. Wiesz, że wróci, ale podświadomość  podpowiada  ci  inne  możliwości  i  w  rezultacie  przygotowujesz  się  na  wszystko.  Wiem,  że  wróci,  ale  nie  wiem  czy  zostanie.  Nie  odzywał  się.  Nie  mam  mu  tego  za  złe.  Mój  postępek rozpatruję w granicach grzechu. Czym on jest? Nie wiem. I nie chcę wiedzieć. Postawiłam wszystko na jedną kartę. Wiem, że nie było warto, aż tak ryzykować. Moje życie potrwa kilkanaście lat, a to co czeka na mnie po drugiej stronie może się okazać zapłatą, za to, co zrobiłam tutaj. Żyję, uśmiecham się, ale nie wiem czy on jest przy mnie, może mam nowego Anioła Stróża, który woli trzymać mnie od siebie z daleka. Nic dziwnego. Ciekawe jak to jest być Aniołem. Wiem, że nie będzie mi dane się o tym przekonać. Ważne jest, że był i nikt mi  tego nie odbierze.

Czekam. Obiecałam, że poczekam. Dzisiaj  są  moje  urodziny.  Nic  nadzwyczajnego.  Co  roku  staram  się  o  nich  zapomnieć, chociaż  dzisiaj  jest  inaczej bo  czuję  się  inaczej  niż  zwykle.  To  dziwne,  ale  jestem  zdenerwowana, nawet  szklanki  w  rękach  nie  umiem  utrzymać, a dzień  dopiero  się  zaczyna.  Na  moim  zegarku wskazówki wskazują 6.00. Jest sobota – dzień w którym się urodziłam. Kiedyś mama powiedziała  mi, że przyszłam na świat w sobotę o godzinie 9.15 i od tamtej pory o tej godzenie wypowiadam  swoje  życzenie.  W  tym  roku  nie  mam  życzeń.  Nie  mogę  prosić  o  mojego  Anioła  Stróża, bo to  nierealne  marzenie.  Musi  spełnić  się  samoistnie  lub  pozostać  tylko  moją  fantazją.  To,  że  się  nie  spełni nie odbierze mi szczęścia, które szczelnie wypełnia moje serce. Nie mam do nikogo żalu, ani  pretensji.

Cierpliwość  nigdy  nie  była  moją  domeną.  To   kolejna  rzecz, której mnie nauczył, tym razem poprzez swoją nieobecność. Mam  dziwne  wrażenie,  że  coś  się  kończy  w  moim  życiu,  że  dzisiaj  powinnam  coś uporządkować. Komuś przebaczyć, dlatego też wzięłam dzień wolny. Znajomym powiedziała, że chcę spędzić ten dzień na swój sposób –  sama. Nie chcę się wcale nad sobą użalać, chcę być sama. Chcę go usłyszeć. Chcę z nim być przez  sekundę, która będzie  naszą  sekundą. Chcę prezentu  sama  dla  siebie. Nic mi  nie odbierze  moich wspomnień. Umówiłam  się  z  moim mężem  rano  w  parku.  Podałam  mu  dłoń. Nie  mam  żalu,  żadnych  wyrzutów. Jestem wolna od jego miłości i miłości do niego. Nic już między nami nie wisi, oboje jesteśmy  wolni.  Mamy  dziecko,  które  jest  symbolem  naszego  związku.  Obecnie  mieszka  z  moim  mężem.  Dlaczego? Nie wiem, gdzieś w głębi serca poczułam, że to dobry wybór. Jest godzina 9.15. siedzę na ławce w parku, tej samej na której siedziałam z moim Aniołem  Stróżem.  Słońce  spaceruje między chmurami,  jakby szukało schronienia.  Zamknęłam oczy.  Moje  marzenie. To nie ma sensu, upłynęło tak dużo czasu, że powinnam już zapomnieć, ale nie da się zapomnieć  miłości,  nie  da  się  jej  tak  po  prostu  zakończyć, przecież ona  trwa  w śpiewie  ptaków,  w śladach  naszych butów, w naszych uśmiechach i naszych słowach, które spisane pozostaną wieczne.

***

– Już nie mogę dłużej czekać. – wyszeptałam. – Muszę żyć. – Po policzku popłynęła mi łza. –  Nie  umiem  dłużej  czekać  na  twój  znak.  Jestem  człowiekiem.  Kiedyś  się  spotkamy  po  drugiej stronie i oddam ci twoje pióro. Wstałam z ławki i odeszłam. Zapłakana szłam wzdłuż parku. Samochody mijały mnie z zawrotną prędkością. Chciałam przejść  na  drugą  stronę  ulicy,  aby  wsiąść  do  samochodu.  Postawiłam  jedną  stopę  na  ulicy  i  już  zamierzałam wejść na środek jezdni, gdy poczułam, jak ktoś mnie odciąga. Wystraszona poczułam tylko zimny powiew powietrza za samochodem, który przejechał tuż przede mną. Odwróciłam się za  siebie. Na chodniku stał mój Anioł Stróż. Gwałtownym ruchem wciągnął mnie na chodnik i mocno  przytulił do siebie.

– Skąd się tu wziąłeś? – wyjąkałam, bo mój głos drżał z przerażenia.

– Myślałaś, że to już koniec? – spojrzał na mnie podejrzliwie. – Nie tak łatwo się ode mnie uwolnić. – zaśmiał  się.  –  Po  pierwsze  naczekałaś  się  wystarczająco  długo.  –  pocałował  mnie  delikatnie  w policzek. – Po drugie pióro należy do ciebie. – kontynuował wyliczanie. – Po trzecie nie wolno ci  odejść. – pocałował mnie.

Nie  czułam  jak  mnie  całuje,  ale  moje  serce  rozgrzane  do  czerwoności,  moja  skóra  odbierająca wszelkie inne bodźce z zewnątrz, moje ciało uginające się od emocji, których nie był  wstanie przetworzyć rozum, to wszystko sprawiło, że niepotrzebny był mi dotyk.

– Jesteś moją niespodzianką. – wyszeptałam.

– Jestem twoim przeznaczeniem. – uśmiechnął się.

– Czy to już koniec? – spytałam ze strachem.

– To dopiero początek. –  Złapał  mnie  za  rękę  i  odeszliśmy.

***

Rozpoczęliśmy  nową  drogę.  Na  ulicy  pozostało  moje stare życie, a wraz z nim moje ciało. Znacie zaklęcie na porost skrzydeł? Ja znam. Śmierć i Anioły.

Dziękuję

Od Autora

Opowiadanie jest dostępne za darmo i nie pobieram za nie żadnych opłat w związku z tym proszę o nie kopiowanie i nie rozpowszechnianie bez wiedzy autora. W razie jakichkolwiek pytań zapraszam do kontaktu.