Szelest skrzydeł


Nowy

W drodze do pracy uspokoiłam swoje skołatane nerwy. Nie mogłam w kancelarii pokazać,  że  znowu  mam  problemy.  Nie  chcę,  aby  całe  biuro,  żyło  moim  życiem.  Usiadłam  w  fotelu  i  obróciłam  się  do  okna.  Moje  biuro  znajdowało  się  na  ósmym  piętrze  jednego  z  najwyższych  biurowców w mieście. Został wybudowany kilka lat temu, dzięki czemu, architekci poszli za modą na szkło i oszklili wszystkie możliwe ściany w budynku. Moje biuro miało przepiękny widok na  największy park  w mieście.  Zaczęłam  zastanawiać się ile jeszcze będę musiała znieść za nim moje życie zacznie wyglądać normalnie? Czy tylko ja zakochałam się w swoim Aniele? Prawdziwym Aniele, który na co dzień mieszka w niebie. To brzmi tak absurdalnie, że zaczęłam się z tego śmiać. Usłyszałam, jak ktoś puka do drzwi. To była moja sekretarka. Przypomniała mi, że dałam ogłoszenie, że szukamy w kancelarii  asystenta. Podobno zgłosiło się kilku kandydatów. Kompletnie zapomniałam, że termin przypadał dzisiaj.  Musiałam  wziąć  się  w  garść  i  przesłuchać  te  parę  osób,  po  czym  wybrać  najbardziej  kompetentną,  która  będzie  robić  za  mnie  czarną  robotę.  Taka  jest  polityka.  Kiedyś  też  byłam asystentką i przeżyłam. Wzięłam  trzy  głębokie  wdechy,  po  czym  oznajmiłam  mojej  sekretarce,  że  może  zaprosić pierwszą osobę.

***

Przyszło dwadzieścia osób. Nie spodziewałam się,  aż  tak  dużej  liczby chętnych. To nic, szepnęłam do siebie, jest z czego  wybierać. Po przesłuchaniu szesnastu osób byłam załamana, żadna z nich nie miała ikry. Większość  przyszła  tu  po  to,  aby  szybciej  dostać  się  na  aplikację  i  może  odbębnić  później  straż.  Chciałam kogoś,  kto  byłby  zaangażowany  w  tą  pracę,  kochał  prawo,  tak  jak  ja.  Zostały  mi  jeszcze  cztery osoby. Zawsze pozostawała mi nadzieja. Mężczyzna  z  numerkiem  dwadzieścia  musiał  poczekać,  bo  mój  organizm  potrzebował kofeiny.

Ponownie odwróciłam się do okna i zobaczyłam, że niebo robi się pomarańczowe, słońce  właśnie powoli  zachodziło za  horyzont. Nie  sądziłam, że  te przesłuchania  potrwają, aż tak  długo.  Nie  chciałam  dłużej  siedzieć  w  biurze.  Stwierdziłam,  że  pozostałe  dziewiętnaście  osób  było  beznadziejne, więc dam szanse tej ostatniej. Usłyszałam jak ktoś delikatnie puka w drzwi i nawet nie czeka na moją odpowiedź. Odwróciłam się w jego stronę i zabrakło mi słów. W progu stał mój Anioł z filiżanką kawy. Przez cały dzień o nim nie myślałam. Nie chciałam myśleć o nim źle, a po wczorajszej nocy nie umiałam zdobyć się na nic pozytywnego. Teraz, kiedy nasze oczy się spotkały  nie  pamiętam,  o  czym  rozmawialiśmy  wczoraj,  wszystko  uleciało.  Liczył  się  tylko  on.  Uśmiechnęłam  się  do  niego,  aby dać  mu  do  zrozumienia,  że  nie  mam  mu  za  złe  minionej  nocy.  Nagle  przypomniałam  sobie,  że  mam  jeszcze  jedną  osobę  do  przesłuchania,  a nie  wypada  mi  jej  odprawić z kwitkiem. Ocknęłam się i spróbowałam wydusić z siebie kilka słów.

– Przepraszam. Mam klienta. – wyjąkałam.

– Wiem. – postawił moją filiżankę na biurku i usiadł na krześle naprzeciwko mnie. – Jestem gotowy na twoje pytania.

Zdziwiłam  się.  Jak  to  jest  gotowy  na  moje  pytania?  Przy  nim  mój  mózg  pracował  na zwolnionych obrotach. Musiałam się wysilić aby dotarło do mnie, że to on jest tą dwudziestą osobą.

– Nie możesz być moim asystentem. – zaprotestowałam.

– Dlaczego? – oburzył się. – Jesteś Aniołem. Mieszkasz … sama nie wiem gdzie, nie masz referencji, ani nie skończyłeś studiów, nie pracowałeś, po prostu… –  Przerwał mi.

–  Po  prostu  jestem  idealnym  kandydatem. – uśmiechną się tajemniczo. –  Mam  referencje,  skończyłem  studia.  Fakt  nigdy  nie pracowałem, bo nie zdążyłem, ale to chyba nie problem. A jeżeli chodzi o doświadczenie… – ubiegł  moje pytanie. – … doświadczenie mogę zdobyć tutaj.

– Ale nadal nie ulega wątpliwości fakt, że pozostajesz Aniołem. – odparłam ze smutkiem.

– Nie podjąłem jeszcze żadnej decyzji. – wyznał.

– To znaczy, że zastanawiasz się czy zostać? – spytałam nie ukrywając radości.

– Tak. – uśmiechnął się smutno. Wiedziałam, że kryje się za tym, jakiś haczyk. Coś, co zapewne będzie bolesne, dla której ze  stron.  Nawet  nie  wiem,  co  może  spotkać  Anioła,  kiedy  zrezygnuje  ze  swoich  skrzydeł.  I  czy  kiedykolwiek będzie mógł wrócić do nieba. Poczułam jak moje serce zalewa smutek. Może to dla  mnie  nie  ma  miejsca  w  niebie.  Jestem  rozwódką,  która  uwiodła  Anioła.  Przekroczyłam  wszelkie  granice.

– Zdradzisz mi jakie są tego konsekwencje? – spytałam, ale bałam się odpowiedzi na to pytanie.

–  Już nigdy nie będę Aniołem. Ani ty nie będziesz… – przewał.

Widziałam,  że  mówienie  o  tym  sprawia  mu  ogromną  przykrość.  Nie  chciałam,  aby  był  nieszczęśliwy. Przybył tutaj dla mnie. Przybył z pomocą, a ja wszystko zepsułam. Przyjaźń, która  była wszystkim.

– Nie rezygnuj. Nie wolno ci. Wróć. Zajmij się inną sprawą. Zapomnij o mnie. Pomogłeś mi. Czułam,  jak  moje  serce  rozpada  się  na  miliony  kawałków,  które  następnie  są  miażdżone.

Widziałam  jak  patrzy  na  mnie  z  niedowierzaniem,  ale  nie  mogłam  mu  na  to  pozwolić.  Jestem  egoistką.  Zawsze  taka  byłam.  To  musi  się  zmienić.  W  końcu  uczył  mnie,  żeby  myśleć  też  o  uczuciach innych.

– Nasza droga się kończy. – odparłam łamiącym się głosem.

– Nie kończy się. Każdy z aniołów, który zostaje stróżem, kiedy odchodzi z ziemi ma prawo na nią  powrócić. To tylko kolejny łańcuch poplątanych zdarzeń w moim istnieniu. Tak miało być. Wiesz  przecież, że każdy z nas ma swój plan. Widocznie odszedłem za wcześnie i nie zdążyłem cię poznać. Wezwali mnie za wcześnie i zapomnieli, że nasze drogi miały się zejść. Uwierz mi tak miało być.  Nic złego się nie stało. Ty też jesteś mi potrzebna.

Słuchałam potoku jego słów i nie mogłam uwierzyć we własne szczęście. Myślałam, że już nigdy nie poznam tego uczucia. To tak, jakby wszystko we mnie krzyczało, że świat jest piękny i  chciałabym podziękować twórcom mojego planu za tą znaczącą pomyłkę.

– Czy nie uważasz, że to wszystko jest jakąś fikcją? – To niemożliwe, abym była aż tak szczęśliwa.

– Przecież do tego dążyłaś od samego początku. – podszedł do mojego fotela i złapał mnie za dłonie. – Pamiętasz jak rozmawialiśmy czy na końcu tej drogi spotka cię szczęście?

– Tak pamiętam, ale nie sądziłam, że odbiorę ci twoje szczęście.

– Nie odbierasz mi szczęścia. Dajesz mi je. Nigdy wcześniej nikogo nie kochałem. Nie zdążyłem, ale widocznie dostałem szansę. Tylko daj mi czas się z tym oswoić. – spojrzał w moje oczy.

– Czas. – wymamrotałam półprzytomnym głosem. – Dobrze. Nie liczę na to, że jest dla mnie miejsce  tam na górze.

– Miejsca jest dla każdego, tylko nasze wybory czasami skracają szansę, aby się tam dostać.

– Czyli jest dla mnie jeszcze szansa? – wyszeptałam.

– I to duża. – uśmiechnął się. – Ale nigdy nie będę mogła być Aniołem.

– To praca. Znajdą dla ciebie inne zajęcie. – przytulił mnie mocno do siebie. – Przepraszam, ale muszę wracać.

– Będę czekać, na twoją odpowiedź. – pogłaskałam go po policzku.

– A dostałem tą pracę? – stał przy drzwiach.

– Tak. – odpowiedziałam uśmiechnięta. – Kiedy zaczynam? Spytał wyraźnie podekscytowany.

– Kiedy się ze wszystkim uporasz.

Poczułam lekki powiew wiatru.

– Będę czekać. – wyszeptałam.

Rozdział XIV – Senne miasto

Od Autora

Opowiadanie jest dostępne za darmo i nie pobieram za nie żadnych opłat w związku z tym proszę o nie kopiowanie i nie rozpowszechnianie bez wiedzy autora. W razie jakichkolwiek pytań zapraszam do kontaktu.