Szelest skrzydeł


Teoria szczęścia

Pojawia się znikąd, nie wiem, gdzie jest, kiedy śpię. Za każdym razem, gdy otwieram oczy jest  przy  mnie.  Chroni  mnie,  mój  sen  i  moje  myśli.  Jest  cudowny  pod  każdym  względem.  Jest mężczyzną,  którego  nigdy  wcześniej  nie  znałam. Dobrze wiem, że jest nieosiągalny, ale moje serce nie chce słuchać rozumu, że jest tylko moim przyjacielem, bywa Krytykiem, choć chciałabym aby znaczył znacznie więcej.

Przyglądam się, jak parzy dla mnie kawę, nie wiem skąd umie takie rzeczy. Czy w niebie piją kawę? Jeszcze wiele rzeczy muszę się o nim dowiedzieć. Nie wiem, ile mamy czasu, ale czuję że niewiele. Trudno. Nie można być szczęśliwym całe życie.

Szczęście to stan umysłu, w którym się właśnie utopiłam. Czasami wydaje mi się, że to choroba umysłowa. Nawet w czasie burzy świeci  słońce. Mam wrażenie, że dodali mi skrzydła i mogę latać. Nie  miałam  czasu  z  nim  porozmawiać, mam  dużo  pracy.  Myślałam,  że  po  rozwodzie  to będzie  moje  lekarstwo na samotność,  ale  teraz  znowu  jest  ze  mną,  a  ja  nie  mam dla niego czasu. Przychodzi od czasu do czasu i cierpliwie czeka, aż skończę. Rozmawiamy o pracy i  cudzych problemach. Nie ma miejsca na nasze sprawy.

***

Uśmiecham się za  każdym razem, gdy promyki słońca budzą mnie do życia. Wiem, że otacza mnie aura  szczęśliwości i nawet nie chcę się z niej wyplątać, bo jest uzależniająca. Boję  się  zadać  mu  pytanie,  dokąd  to  wszystko  zmierza.  Nie  chcę  go  wystraszyć,  ale  w końcu będziemy musieli porozmawiać.

– Czasami wydaje mi się, że to wszystko to błogi sen. Panicznie boję się zrobić krok do przodu, bo  nie chcę się obudzić. – wyznałam.

Leżeliśmy na moim łóżku w sypiali. Do tej pory nasze rozmowy odbywały się przy biurku,  znaczy ja przy nim siedziałam, bo domyślam się, że on przeważnie leżał na poduszce.

– Boisz się rzeczywistości? – zdziwił się.

– Boję się, że to nie jest rzeczywistość. – odparłam ze smutkiem.

–  Przecież  sny  są  pozbawione  logiki,  wszystko  co  się  w  nich  dzieje  jest  lawiną  posklejanych  obrazów z twojej podświadomości, a to co się dzieje teraz jest czystą rzeczywistością. Nic jej nie  zakłóca. – uśmiechnął się.

– Boję się, że znikniesz. – wyjąkałam.

–  Kiedyś  zniknę.  –  odparł  ze  smutkiem.  –  Ale  teraz  jestem  tutaj.  Jak  chcesz  możesz  mnie uszczypnąć. Wystawił swoją dłoń.

Miałam na to ochotę, ale bałam się go dotykać.

– Dla mnie jesteś trochę jak iluzja.

– Życie to nie iluzja. – spojrzał mi w oczy. – To droga, którą kroczysz. Ona zaprowadzi cię tam, gdzie  wszyscy na końcu idziemy.

– Nie wiem, co się dzieje po naszej śmierci. – poczułam się nieswojo, kiedy zaczęliśmy o tym rozmawiać.

–  Śmierć  to  tylko  przejście  ducha  w  inną  sferę.  Na  inną  drogę,  która  nie  zawsze  okazuje  się  łatwiejsza od tej ziemskiej. – Pogłaskał mój policzek. – Jeszcze masz czas, aby się tym martwić. – puścił mi oko.

– Jak to możliwe, że tu jesteś? – spytałam. – Wolno wam tak przychodzić na ziemię, pożyć  jak ludzie i wracać do stróżowania? – Zaśmiał się, a w całym pokoju zaczął wiać ciepły wiatr.

– Teraz znacznie bliżej mi do człowiek.

Przysunął się do mnie bliżej, a ja oblałam się rumieńcem.

– Przepraszam nic nie rozumiem. – czułam się zdezorientowana.

– To proste, wystarczy, że wszystko ułożysz w jedną całość. – podpowiedział mi.

Zaczęłam sobie przypominać wszystko od początku, aula na uczelni, noc gdy pierwszy raz  rozmawialiśmy, łąka gdy zobaczyłam go w postaci mgły i park. Nic nie układało mi się w jedną  całość.  Wszystko  było  bardziej  skomplikowane  niż  by  się  mogło  wydawać.   Zaczynałam  się  denerwować. Spojrzałam mu w oczy i nagle wszystko stało się jasne.

– Już tu kiedyś byłeś, prawda? – spytałam nieśmiało. Czekając na jego odpowiedź wszystkie drobne elementy układanki naszych rozmów zaczęły łączyć się ze sobą.

– Tak. – uśmiechnął się. Wstał z łóżka i podszedł do okna.

– Byłeś dobrym człowiekiem. – stwierdziłam. – W innym przypadku nie mógłbyś zostać aniołem.

– Nie wiedziałem, że aż tak  dużo o nas wiesz. – zaśmiał się.

– Uczę się od mistrza. – puściłam mu oko.

– Jeżeli się we mnie zakochasz, to nie będę mógł wrócić. – odwrócił się do okna. – Jestem tutaj bo tego  potrzebujesz, ale już niedługo muszę tam wrócić.

Poczułam jak moje serce przekłuwa milion igieł.  Nie chciałam przy nim okazać  słabości,  nie  tym  razem.  Moje  wyobrażenia  o  naszej  znajomości  wyszły  poza  kanon  przyjaźni.  Oboje  to  czuliśmy. Nie mogłam mu pozwolić, aby odszedł. Nie chciałam znowu być sama.

– Już za późno. – wyjąkałam nieśmiało. Podeszłam do niego do okna. Położyłam mu dłoń na plecach. – Przepraszam. – wyszeptałam. –  Nie  odpowiedział.

Zostałam  sama.  Patrzyłam  w  okno.  Samochody  odbijały  się  w  moim oknie, a w pokoju robiło się coraz bardziej duszno.  Otworzyłam  okno  szerzej,  aby  złapać  powietrza,  bo  dławiłam  się  własnymi łzami. Odszedł. Bez słowa. Wyjrzałam na zewnątrz. W powietrzu unosił się zapach rodzącej się burzy i kropel deszczu.  Usiadłam na parapecie. Zaczął wiać wiatr, nie wiem, czy to dlatego, że nadciągała burza, czy on  nadal tu był, ale nie potrafił spojrzeć mi w oczy.

– Jesteś burzą w moim życiu. – powiedziałam do siebie. Miałam nadzieję, że nadal tu jest i mnie słyszy. – Przyszedłeś do mnie kiedy nie umiałam podjąć decyzji, zrobiłeś burzę w moich emocjach i znikłeś jak  facet.  –  czułam  jak  zdenerwowanie  bierze  górę  nad  rozsądkiem.  –  Będziesz  tak  przede  mną uciekał, bo boisz się tu zostać? Wiem, że tam jest przyjemniej, bez konsekwencji tylko pamiętaj, że konsekwencje tej znajomości ponosić będę samotnie. One zawsze pozostaną w moim sercu. Zamknęłam okno bo burza jak szalona wdarła się do mojego miasta.

Usiadłam na łóżku i próbowałam  pozbierać  swoje  myśli, uspokoić  swoje  serce.  Usłyszałam,  jak  na  dole  ktoś  rozbija szkło. Ze strachem w oczach podeszłam pod drzwi kuchni. Ktoś w niej był. Byłam sama w domu, mój syn właśnie pojechał z ojcem na wakacje. Jeżeli Anioł zniknął, to kto tam może być? Delikatnie  je uchyliłam. Obraz który zobaczyłam zaparł mi dech w piersi. Mój  Anioł  siedział  na  podłodze  z  krwawiącą  dłonią.  Bez  słowa  wyciągnęłam  z  szafki apteczkę i najlepiej, jak umiałam opatrzyłam mu ranę.

– Może pojedziemy do szpitala? – spytałam.

– Nie, nic mi nie będzie. Zaraz będzie po wszystkim. – spojrzał mi w oczy. Rozwiązał opatrunek, a po ranie nie było śladu.

– Nic nie rozumiem. – byłam zdezorientowana.

– Nadal jestem Aniołem. – uśmiechnął się.

– Dlaczego zniknąłeś?

– Ze strachu.- podniósł się z podłogi.

– To ludzkie. – szepnęłam, ale on tylko jeszcze bardziej się zdenerwował. –  Przestań. – krzyknęłam. – Mam już dość. Nie dam rady tak dłużej. Czuję się, jakby ktoś miał mi  odciąć dopływ powietrza. Jak tak dalej pójdzie to mnie zniszczysz.

– Powinienem wracać. – odparł z dziwnym spokojem.

– Tak. Wracaj. Już nie jesteś mi potrzebny.

Wyszłam z kuchni zatrzaskując za sobą drzwi. Nie pamiętam tej nocy zbyt dokładnie. Wiem, że  się  już  nie  pojawił,  a  ja  zasnęłam  na  łóżku  w  ciuchach.  Rano  obudził  mnie  hałas  w  kuchni.  Wiedziałam,  że  to  on.  Nie  chciałam  się  z  nim  widzieć.  Wzięłam  prysznic  i  zeszłam  do  garażu.  Pojechałam do pracy. Nie  chciałam  się  z  nim  spotkać.  Nie  miałam  odwagi  na  kolejna  konfrontację.  Ta  cała  sytuacja niszczyła mnie wewnętrznie. Moje emocje wymknęły mi się spod kontroli. Racjonalność,  o  niej  zapomniałam.  Zagubiłam  się  w  tym  wszystkim.  Pamiętam,  jak  na  początku  naszej znajomości mówiliśmy o drodze. Teraz nie wiem, gdzie jestem. Nie umiem się w tym wszystkim odnaleźć. Coś jednak się zmieniło, kiedyś gdy byłam zagubiona chciałam być sama, teraz nie chcę samotności. Chcę się dzielić sobą, swoim szczęściem, ale on jest Aniołem.

Rozdział XIII – Nowy

Od Autora

Opowiadanie jest dostępne za darmo i nie pobieram za nie żadnych opłat w związku z tym proszę o nie kopiowanie i nie rozpowszechnianie bez wiedzy autora. W razie jakichkolwiek pytań zapraszam do kontaktu.