Szelest skrzydeł


Kilka słów o miłości

Miłość – to przereklamowane. Dlaczego? ,,Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości.”*  Ona  gdzieś  trwa, jest jak choroba przewlekła, gdy znajdzie się lekarstwo, po paru latach przechodzi, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Ile w tym  magii? Nie wiem, ale to okrutna magia, bo przemija tak samo  szybko,  jak  się  zjawia i pozostawia po sobie blizny.

Kochamy  bez  powodu  i  bez  powodu  przestajemy  kochać.  Czym  jest  miłość?  Uczuciem – to najprostsze określenie. My ludzie jesteśmy do niej stworzeni. Kochamy i chcemy jej  więcej, nowszej, żywszej, za każdym razem piękniejszej. Coraz mniej piękna w niej widzę.

***

Teraz jestem po tej drugiej stronie. Cierpię bo zatarła się granica między miłością a uzależnieniem. Któregoś dnia wyjdę na ulicę i będę wolna od miłości i uzależnienia. Tylko muszę dorosnąć. Mój Anioł zapewne zganiłby mnie za pesymistyczne myślenie o miłości. Przez tyle lat nie  nauczyłam się jej wystarczająco dużo, aby ją w pełni docenić. Uciekam od niej bo była dla mnie za trudna.  Wolę  przyjaźń,  chodź  i ta mnie  zwiodła.

Jednak  przyjaźń  jest  bezpieczniejsza.  Trwalsza i chyba więcej w niej piękna, nawet, jeśli się kończy to łatwiej się z nią pożegnać. Nie ma po niej  tylu blizn. Ciekawe jakie On ma zdanie na temat miłości. Do tej pory spisywałam swoje myśli na kartce, ale dzisiaj nie  jestem w stanie ubrać myśli w słowa. Jestem zbyt roztargniona. Czuję, że jest tuż obok mnie, bo od  czasu do czasu wieje przyjemny i delikatny wietrzyk.

***

– Porozmawiamy? – spytałam z nadzieją w głosie. Pragnęłam rozmowy z nim. One goiły moje rany. Nie chciałam wracać do naszej  poprzedniej  sprzeczki.  Nie  chciałam  analizować  mojego  roztargnienia.  Miałam jego  pióro. Wiem, że to prezent, ale potrzebowałam rozmowy, on chyba także jej potrzebował, ponieważ odpowiedział.

– Oczywiście. – jego głos był radosny.

– Może zarazisz mnie swoim optymizmem. – poprosiłam.

– Nad czym tak rozmyślasz? – zapytał wyraźnie zainteresowany. Nie byłam pewna czy powinnam mu zdradzić swoje myśli. Nie chciałam się z nim spierać, ale  od  jakiegoś  czasu  to  on  jest  moim  przyjacielem.  Z  kim,  jak  nie  z  nim  mam  rozmawiać?

– Właśnie próbowałam ubrać  swoje myśli  w słowa  i  zapisać je na kartce, ale  nie  mam dość  siły.  Każde słowo wydawało mi się nieodpowiednie. – przyznałam.

– Wszystkie słowa są odpowiednie, opisują uczucia. Dzisiaj jesteś przygnębiona. – spostrzegł.

– Nie zaprzeczę.  – przyznałam otwarcie.

– To może powiesz mi, o czym chciałaś napisać? – Gdybym go widziała zapewne uśmiechałby się do mnie zachęcająco.

–  Myślałam  o  tym,  że  miłość  wcale  nie  jest  piękna.  –  odpowiedziałam  ze  strachem.  –  Wiem,  że  powiesz, że nie mam racji, ale wysłuchaj mnie. – kontynuowałam rozedrganym głosem. – Nie widzę w  niej piękna, bo za bardzo mnie skrzywdziła i wiem, że następnym razem też mnie zrani, a ja nie będę mogła się przed nią obronić.

– Rozumiem… – zamyślił się. Rzadko  zdarzało  się,  aby  nie  mógł  odeprzeć  moich  argumentów,  jednak  znalazł wytłumaczenie na moje odczucia, bo kontynuował. – To zrozumiałe, że postrzegasz miłość w innych kategoriach. Czujesz się zraniona i odrzucona, ale  przecież masz jeszcze szansę na miłość. – wyraźnie chciał mnie pocieszyć.

– Problem w tym, że ja boję się tego uczucia, tego, co może stać się później. Koniec końców zostanę  sama. – dopadała mnie coraz większa nostalgia.

– Piękno to inna kategoria, nie pozbawiaj miłości piękna. Któregoś dnia miłość przyjdzie do ciebie i świat będzie jaśniejszy. Piękniejszy.

– Tylko gdzie szukać takiej miłości. – westchnęłam.

– Nie  musisz  jej  szukać.  Musisz  dla  niej  zrobić  miejsce  w swoim  sercu. Miłość  zawsze  znajdzie  drogę do twojego serca tylko musisz mieć jasny umysł i wolne serce.

– Pewnie ta miłość przyjdzie w nieodpowiednim momencie i nie będę na nią gotowa. – westchnęłam  zrezygnowana.

– Będziesz. Musisz być. Ona o nic nie pyta. – zaśmiał się.

– Nie widzę w tym nic śmiesznego. – oburzyłam się. – Przepraszam. Po prostu znowu rezygnujesz na starcie.

– Powinnam się obrazić. – obruszyłam się po jego słowach.

– Powinnaś się uśmiechnąć. Zobaczysz piękno.

– Może gdybym zobaczyła twój uśmiech byłoby mi łatwiej.- zasugerowałam. Nie zrezygnowałam, nadal chciałam go zobaczyć. Chciałam uwierzyć… sama nie wiem w co. To mój Anioł i przyjaciel, na tym muszę zakończyć. Nie wolno dodawać mi nic więcej.

– Któregoś dnia się zakochasz i wszystko stanie się piękniejsze.

– Tak wiem, gdy dostrzegę drugą osobę na końcu peronu. – uśmiechnęłam się do siebie.

– Już lepiej. – pochwalił mnie. – Jak myślisz, czym jest miłość?

– Uczuciem. – odparłam bez zastanowienia.

– Jest triumfem zrozumienia siebie nawzajem i satysfakcją z bycia razem. – odparł radośnie.

– Muszę znaleźć osobę, która mnie zrozumie.

– Tak. – odpowiedział z triumfem w głosie.

– Znam kogoś takiego. – tym razem mój głos był weselszy. – To ty. – wyszeptałam. Uczucie, które zalało moją duszę było olśnieniem. Mój umysł stał się jasny a serce wolne.

– Do zobaczenia. – odpowiedział szeptem. Odleciał.

– Przecież ja ciebie nie widzę. – odpowiedziałam zdezorientowana, ale jego już nie było.

Rozdział X- Na tarczy zegara

* Paulo Coello ,,Alhemik”


Od Autora

Opowiadanie jest dostępne za darmo i nie pobieram za nie żadnych opłat w związku z tym proszę o nie kopiowanie i nie rozpowszechnianie bez wiedzy autora. W razie jakichkolwiek pytań zapraszam do kontaktu.